Artykuł

Redakcja

Kibic FC Barcelonyniedz. 16 sie, 21:52· 3 min czytania

Rodri wybrał Barcelonę. Mamy „here we go” od Fabrizio Romano.

Fabrizio Romano ogłosił „here we go”. Rodri przechodzi z Manchesteru City do Barcelony za 60 milionów euro plus 16,5 miliona w bonusach. Real Madryt rozmawiał o nim od tygodni i miał wstępnie uzgodnione warunki — zabrakło tylko podpisu.

Redakcja@redakcja
fot. Bryan Berlin, CC BY-SA 4.0 · źródło

Co się stało

Fabrizio Romano — dziennikarz, którego zwrot „here we go" od lat oznacza w świecie transferów, że sprawa jest zamknięta — poinformował w niedzielę, że Barcelona dogadała się z Manchesterem City w sprawie Rodriego. Według niego porozumienie obejmuje wszystkie strony: klub sprzedający, kupujący i samego piłkarza.

Trzydziestoletni Hiszpan, zdobywca Złotej Piłki, ma kosztować 60 milionów euro plus 16,5 miliona w bonusach — czyli maksymalnie 76,5 miliona. Oficjalne ogłoszenie ma nastąpić w ciągu najbliższych dni.

Droga do sześćdziesięciu milionów

Ta kwota nie wzięła się z powietrza. Pierwsza oferta Barcelony opiewała na 50 milionów i została odrzucona. Druga, 60 milionów w pakiecie, również. City żądało osiemdziesięciu, a rozmowy przeniosły się na poziom klub–klub, gdzieś w połowie drogi między tymi liczbami.

Stanęło na sześćdziesięciu w gotówce i szesnastu i pół w zmiennych. Dla City to blisko pierwotnego żądania — o ile bonusy zostaną spełnione. Dla Barcelony to kwota, która dziś obciąża budżet dokładnie tak, jak zakładano, a resztę przesuwa w przyszłość.

Real był bliżej i to jest tu najważniejsze

Dla kibica śledzącego obie strony El Clásico to jest właściwa historia tego transferu. Real Madryt rozmawiał o Rodrim od tygodni. Hiszpan miał być jednym z filarów przebudowy, którą José Mourinho zaczął tego lata, a według doniesień z początku sierpnia warunki indywidualne były wstępnie uzgodnione.

Zabrakło jednej rzeczy: podpisu. Romano opisywał wtedy sytuację bez ozdobników — City nie zgodziło się sfinalizować sprawy od razu, bo widziało, że do wyścigu dołączają kolejne kluby. Ten brak pośpiechu okazał się decydujący. Barcelona zdążyła skontaktować się i z otoczeniem zawodnika, i z Manchesterem, a gdy oba hiszpańskie kluby były gotowe zapłacić podobne pieniądze, decyzja przeszła w ręce samego Rodriego.

Wybrał Barcelonę.

Dlaczego akurat Camp Nou

Z doniesień wynika, że zawodnik uznał, iż jego styl gry pasuje do tego, co buduje Hansi Flick. To nie jest pusta grzeczność. Rodri jest defensywnym pomocnikiem, który rozgrywa, a nie tylko niszczy — a drużyna grająca tak wysoko jak Barcelona potrzebuje dokładnie takiego zabezpieczenia za plecami linii pomocy.

Katalończycy przez całe lato szukali kogoś, kto zdejmie ciężar z młodych. Trudno o lepszego kandydata niż piłkarz, który jeszcze niedawno był uznawany za najlepszego na świecie.

Co teraz zrobi Real

Pytanie otwarte i niewygodne. Mourinho stracił zawodnika, którego miał praktycznie po swojej stronie, a okno transferowe zamyka się za dwa tygodnie. Real musi albo znaleźć alternatywę w tym samym profilu, albo wejść w sezon z rozwiązaniem, którego nie planował.

Co teraz zrobi City

Anglicy nie zostają z niczym, bo przygotowywali się na to odejście. Wydali już 135 milionów euro na Elliota Andersona, rozmawiają z Lille o Ayyoubie Bouaddim za ponad 100 milionów i wracają do tematu Enzo Fernándeza. Chelsea wyznaczyła w jego sprawie termin na 14 sierpnia i kwotę 140 milionów — City jej nie przyjęło.

Zanim ktoś odpali szampana

Jedna uwaga na koniec, bo należy się uczciwie. To wciąż nie jest transfer oficjalny. „Here we go" Romano ma znakomitą skuteczność, ale nie zastępuje komunikatu klubu. Do testów medycznych i podpisu teoretycznie wszystko może się jeszcze wydarzyć — choć w tej chwili trudno wskazać, co miałoby to być.

Komentarze

Zaloguj się, żeby skomentować.

Brak komentarzy. Zacznij dyskusję.